Zapiecek reaktywacja

Zapiecek reaktywacja

 
Zatrważająco niepokoi mnie fakt, że trafiłam na szkolenie na które czekam jak na randkę z niecierpliwością, ciekawością i ekscytacją...  sprawiają to nie tylko prowadzący czy sama tematyka, ale również ludzie, których miałam możliwość poznać. Przy okazji przerwy obiadowej zwiedzamy pobliskie restauracje, co o dziwo w takiej lokalizacji nastawionej głównie na turystów nie powinno być trude, a jednak wprowadza pewną dezorientację  w naszej grupie. Za pierwszym podjeściem skończyło się "aferą kotletową", ostatnio "aferą naleśnikową". Tym razem ja osobiście obawiałam się rewolucji, nie kuchennej, ale żołądkowej, na samo wspomnienie ostatnich moich doznań po odwiedzinach w ZAPIECKU. Dałam się namówić i tak o to kosztowałyśmy żurku, pierogów, które ponoć smakują wybornie, ale nie różnią się od tych zakupionych ostatnio w Biedrze (więc nie wiem czy dla nich to komplement czy obelga? ).


 
Najbardziej ekstrawaganckim zestawem okazały się frytki z sosem serowym oraz fasolką :-)

 
Ja klasycznie jak tylko zobaczyłam placek z mięsem postanowiłam zrobić TEST NA ZBÓJA. Okazał się niezły. Tylko mój organizm po odwyku mięsnym postanowił mi trochę podokuczać, ale dałam radę.
Dzięki dziewczynom odczarowałam ZAPIECEK - sieć lokali serwujących tradycyjne polskie jedzenie, które możecie spotkać na głównym szlaku turystycznym w stolicy.
A ja nie mogę doczekać się na kolejne nasze spotkanie.

Warszawa Kontrasty

Warszawa Kontrasty



W tym tygodniu lekkich majowych zawirowań ciąg dalszy, ale to nie znaczy, że nie należy doszukiwać się w życiu przyjemności. Pierwsza dawka artystycznych doznań ląduje przed wami. Dzisiaj pojechałam podziwiać wystawę czarno-białych fotografii autorstwa Uli Marchlik, która w wolnych chwilach od pracy dla Uniwersytetu obfotografowuje stolicę. Jej cykl ukazujący nietypowe oblicze miasta przedstawiałam jakiś czas temu, a lokalne media podchwyciły temat i przez chwilę o odwróconej Warszawie było głośno. Tym bardziej nie zdziwiło mnie zaproszenie na wernisaż wystawy zorganizowany przez Fundację Artystyczną Młyn we współpracy ze Stołecznym Centrum Edukacji Kulturalnej. Tak o to na Jezuickiej 4 na drugim piętrze, na które prowadzą piękne schody, można do 26 czerwca podziwiać kontrasty Warszawy w obiektywie Uli. 
Mam już swoje ulubione ujęcie... a wy?










Entliczek pętliczek puszek kłębuszek... zaczęłam nucić kiedy kątem oka ujrzałam... sznurek... z kłębkiem... strzeliłam focię... a co? nie można uchodzić za ignoranta w dziedzinie sztuki WSPÓŁCZESNEJ... aż mi się ciśnie na usta, przeca ja sama coś takiego... o pisuarze Duchampa też można było tak powiedzieć...

Anna Kabacińska- Banaszewicz


Żeby przyjemności stało się zadość w tym pięknym WRESZCIE słonecznym dniu należało udać się w wiadomym kierunku, tak przy okazji, i spożyć to co należy w odpowiednim otoczeniu. Operacja lekko ryzykowna w połączeniu z pochłanianiem PARABELLUM vol.2, ale na szczęście obyło się bez plam... 



Czytelnikom przypominam, że kolejna dawka MOCY BMW 21.05.2016, a dla mnie dawka niedzielna i odsłona poniedziałkowa. 

I'm in heaven / @NIEBO

I'm in heaven / @NIEBO










Opowiem wam przypowieść... dawno, dawno, dawno temu... za siedmioma lasami, za siedmioma wzgórkami mieszkała sobie niezwykła dziewoja co się M. zwała. Kiedyś wybrała się do swych przyjaciół do grodu w Dolnym Śląsku i wpadła po uszy. Już myślała, że na stare lata nie doświadczy czegoś takiego, ale los postanowił ją zaskoczyć. I tak o to odkryła w sobie drzemiące pokłady MUZYKI, która w niej była, ale potrzebowała owa nuta skrzypiec... a tymi skrzypkami jest Paula :-) co sprawia, że człowiek staje się muzyką. Zaczyna się nieśmiało od podrygiwania nóżką, a zanim się obejrzy już pląsa i swawoli pod sceną z radości. Tak mi sie to udzieliło, że jak tylko odkryłam, że zawitają w stolicy pognałam i pod sceną znów pląsałam przeszczęśliwa.
Potem Sylwester... a potem tam mi się udzieliło, że przeszło na łemkowską muzykę co od czasu do czasu w mej głowie pozostaje... i wzbudza chęć wyjazdu i uczenia się języka łemkowskiego, ale to pewnie chwilowe zauroczenia... 




A w ostatni pochmurny senny weekend kiedy miałam ambitne plany, a skończyło się na sprzątaniu... i nawet Remigiusz Mróz nie był w stanie postawić mnie na nogi... 


 odkryłam NIEBO :-) a w tym niebie dwa anioły Paula&Karol 
no i już przeszczęśliwa
a jak jeszcze mogłam uściskać to aż serce się raduje
wystarczy do kolejnego spotkania :-)


NIEBO
Nowy Świat 21
w zaułku niedaleko palmy
nowy lokal powstał w pięknym surowym w swej prostocie wnętrzu...
Majowe szaleństwo

Majowe szaleństwo


 
 Maj jest bardzo specyficznym miesiącem, jeśli chodzi o moja pracę, dlatego moje wpisy będą trochę chaotyczne i nie będą wnosić czegoś nowego, jeśli chodzi o nowe lokale, ale może jednak będą miały coś do przekazania. Kiedy człowiek ma ogrom myśli, obowiązków, spraw i jeszcze do tego niektórzy mu dokładają to jego ciało samo zaczyna go podświadomie wyciągać tam gdzie powinien złapać oddech. W praktyce wygląda to tak, że ląduję ze swoim czworonogiem w najbardziej obleganym skrawku zieleni w stolicy i namiętnie szukam miejsca, gdzie nie będzie ludu... co lekko graniczy z cudem, ale komu jak komu, ale mnie się takie numery udają. Nie wiem jak, ale zawsze znajdę jakiś lekko wyludniony skrawek zieleni z dostępem do patyczaków i badyli, żeby każdy miał swoją radochę. Zasiadam pod drzewem i czytam, bo zazdroszczę tym blogerom książkowym samozapracia, a może po prostu przemycam to co kocham tu gdzie lubię :-) Więc, żeby nie było byłam na POLU i znalazłam pewnego LUDA z drewna... to z nowości. Pozachwycałam się zielnią i rozkwitająca przyrodą, popatrzyłam sobie na ludzi, spotkałam znajomych i uciekłam do domu na zielonego drinka.
 


 Dla tego znaku złamałam wszelki dozwolone przepisy ruchu po trawie.

 
Kapuścińskiego znać wypada, a jego dzieła tym bardziej, jeśli chce się uchodzić za człeka inteligentnego, oczytanego, światłego itd. czyli hipsterzy powinni szybciutko wypytać Wuja Googla o co tyle szumu w trawie, a w najgorszym przypadku wypać się na POLA podążając szlakiem Kapuścińskiego z dziewczyną, żeby zabłysnąć w jej oczach.
A dla mnie to oczywiście kolejny pretekst na wyłapanie fotografii w codziennej przestrzeni i pocieszenie, że nawet ci wielcy kiedyś zaczynali i potykali się...









To kolejna odsłona mojej ulubionej witryny. Jeszcze nie wygrzebałam kto jest autorem, ale kierując się na PL. Zbawiciela znajdzie ją uważne oko.
 

A teraz moje molowe zacięcie majowe. Po lekturze Szekspirowskiej intrygii stulecia miałam znowu ochotę przekwalifikować się i spełnić swoje marzenie, żeby zamknąć się na lata w jakiejś wypasionej bibliotece... a propo dzisiaj są obchody DNIA BIBLIOTEKARZA I BIBLIOTEKI... to pozycja dla miłośników detektywistycznych niczym Kod tylko w świecie literackim. Bardzo przyjemna lektura.



A na deser mój czworonog, ktorego należy lansować... z kością z Pl. Zbawiciela i pozycją, którą POLECAM... bo przypomina co jest w życiu ważne, a przy okazji doprowadziła do łez tak twardą babeczkę jak ja, więc warto po nią sięgnąć tylko po to, żeby doświadczyć czegoś odmiennego niż dreszcz po lekturze Mroza.


APEL!!!

APEL!!!

Kochani czytelnicy, proszę was o głosy na grupę młodych artystów z Wrocławia starających się o grant na realizację swojego projektu. Szczegóły o projekcie oraz link do głosowania poniżej, a ja osobiście polecam wybranie się na przedstawienie #ETNETORESTES w reżyserii Grzegorza Grecasa, który tak opornego widza jak moja skromna osoba doprowadził do fali refleksji i odebrał mowę, a to się mało komu w tych czasach zdarza, więc tym bardziej warto głosować, bo z niecierpliwością będę śledzić poczynania tego młodego reżysera.

#ENTERORESTES jest podróżą do świata, gdzie Orestes i Apolla balansują na cienkiej lini między rzeczywistością, a fikcją świata wirtualnego. Aktorzy zabierają nas w podróż do przestrzeni pomiędzy, gdzie toczą walkę ze światem i z samymi sobą, a wszystko to w oparach zbrodni...

https://www.wroclaw.pl/mikrogranty/glosowanie

768 PUPA przegląd upierdliwych pytań "A czemu?"

BMWrrrr

BMWrrrr

 
Jednym z moich ulubionych wspomnień z dzieciństwa to wypady z rodzicami na zloty motocyklowe. Chyba wtedy zarazili mnie pociągiem do maszyn wszelkiej maści. Nie umiem po dziś dzień obojętnie przejść koło pięknego auto lub motoru. Tym bardziej nie mogło mnie zabraknąć na imprezie organizowanej przez BMW Klub Warszawa, który dzisiaj zorganizował otwartą imprezę na błoniach Stadionu Narodowego. Pogoda jak marzenie po pracy jak przystało na przeciętnego polaczka udałam się nacieszyć oczy i porobić zdjęcia :-) Było co podziwiać. Oczywiście oko cieszy się na widok tych najnowszych maszyn, ale serce ciągnie do tych starszych modeli...















 
A tu rodzynek co to się zabłąkał w alejce :-)
 

Copyright © 2014 bite me Martha , Blogger