browar Marii, czyli Maryensztad

browar Marii, czyli Maryensztad


Ostatnio usłyszałam, że najpiękniejszą drogą jaką przebywasz w życiu jest droga do domu.
Po przebyciu 6967 km nie mogę się z tym nie zgodzić.



Dosłownie wczoraj w nocy doszło do mnie, że nie mam planu. Jest wrzesień, który dla mnie wiąże się z początkiem
i intensywną pracą. Wyjątkowo zaopatrzyłam się w żółty kajet od pani, która ogrania czas chyba tylko po to, żeby napawać się dotykiem papieru. Takie małe zboczenie. Zrealizowałam najważniejsze założenie roku 2019, a życie dołożyło swoje trzy grosze. Wywrotowe grosze. I teraz niczym w sobotnie popołudnie po powrocie do rzeczywistości mogę udać się na spacer i zobaczyć, gdzie mnie nogi poniosą.


Ostatnio tak mam, że mam plan nie mieć planu. Możliwe, że mam przesyt planów. 


Kompletnie nie rozumiem, dlaczego nie byłam tu wcześniej. Tyle razy byłam w okolicy, zwłaszcza na studiach, 
dobra to było wieki temu. 

W takie tropiki uwielbiam pić kwachy. Jak dla mnie są stworzone na lato. 
A teraz dla tych, co się lepiej znają chodzi mi oczywiście o sour ale (potocznie znany jako kwach) taki styl piwny. Charakteryzuje go zróżnicowany stopień kwasności. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale to jest to, co misie lubią najbardziej. Na razie truskawka idzie łeb w łeb z poziomką z Tapsów. 


Z ręką na sercu powiem, że dla samego widoku tych potraw warto tam iść. 
Jestem wzrokowcem, który kocha jeść. 
Przystawka to szarpana kaczka w galarecie z wiśniami Pychota. 
Nóżek nie jadłam od kiedy babuszka zeszła z tego łez padoła, ale ta wariacja była przepyszna. 


Już od pierwszego kęsa zaniemówiłam. Nie wiem kto jest szefem
kuchni, ale czapki z głów.


Od dziecka mam awers do ryb, może z powodu rodzinnej tradycji wciągania ich, co piątek i przygody z ością, co to postanowiła stanąć mi w gardle, ponoć ryba bez ości. 

Najdroższe danie z karty polędwica z dorsza jest warta grzechu i worków dukatów. Ryba rozpływała się w ustach,
a my wraz z nią. W połączeniu z delikatnym białym sosem jogurtowo-miętowym z kontrastującą czarną soczewicą. Do tego pieczony pomidor w sosie własnym. 
Idealne skomponowane danie. 

Zresztą mięsiwo z sąsiedniego talerza nie odstaje od reszty. Schab z kością był kwintesencją dobrze przyrządzonego mięsa. Kruche, soczyste idealnie przysmażone i lekko zrumienione jak moje policzki od słońca, którego dopełnienie stanowił mus morelowy w towarzystwie młodych ziemniaków z ogniska. 


 Jak nigdy zamieszczam wam podwójne zdjęcia, bo próbowałam uchwycić ulotność piękna kompozycji na talerzu, której towarzyszyła rozkosz jedzenia. Czego więcej chcieć? 


Spaceru po takiej uczcie ;-) 

Jedzenia pilnuje rycerz 
Warszawski Browar Maryensztadt raczy własnymi piwami i do tego strawą 
już od 2017r. w kamienicy przy Szerokim Dunaju 11 



Copyright © 2014 bite me Martha , Blogger