Pierwsze koty za płoty

Mówią, że najtrudniejszy jest pierwszy krok... ale tak naprawdę trudniejsze jest drugie podejście.
Pierwszy raz bywa elektryzujący. Odczuwany dreszczyk emocji dodaje nam skrzydeł. Czujemy się jakby świat stał u naszych stóp. W wyobraźni odbieramy nagrody za uznanie literackiego kunsztu, widzimy tłumy ustawiające się w kolejce po autograf, flesze kamer oślepiają nas... nie to tylko promienie wiosennego słońca przebijające się przez żaluzje.
Wracając do nas... brutalnie zderzamy się z rzeczywistością. Szarą, brudną, a na pewno brutalną... ale jesteśmy optymistami :-) tak naprawdę nie chodzi nam przecież o te wszystkie nadzwyczajne dodatki, których doświadczają tylko wybrańcy - dzieci losu - skupiamy się na tym co najważniejsze, co tak na prawdę nas napędza - radość z przelewania słów i uśmiech chociaż nielicznej grupy ludzi, którzy są na tak,
a co najzabawniejsze domagają się jeszcze :-) dlatego z uporem maniaka mimo natłoku codziennych obowiązków siadamy przed komputerem i piszemy linijka po linijce :-) 

Czasami człowiek siada przed białą kartką, o przepraszam najmocniej, przed białym, najlepiej matowym, ekranem i odczuwa przygnębiającą pustkę. Myśli, takie błyskotliwe, ulotniły się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Na czoło wstępuje zimny pot... z minuty na minutę jesteśmy coraz bardziej przerażeni. Irytacja literacką niemocą sięga zenitu.
A co jak nie napiszemy ani słowa... więcej???
Aaaaa... chciałoby się wrzeszczeć w wniebogłosy, ale zaciśnięte gardło, suchość... żadne wygibasy, ćwiczenia oddechowe zapożyczone z podpatrzonych kursów jogi nie pomagają.
Trzeba czekać cierpliwie aż spłynie na nas zbawienna wena i słowa same potoczą się niezauważone.
Do tego momentu możemy rozproszyć uwagę czytelnika żmudnym wyjaśnieniem, dlaczego i po co :-)
Czy w ogóle warto?
Przecież są inne ciekawsze...

Pamiętacie to uczucie kiedy przyjeżdżacie do nowego miasta? Z jednej strony ogarnia was niepojęte podniecenie na samą myśl co będziecie robić, z drugiej strony ogarnia was przerażenie: ale co, gdzie i jak?
Chcę się z wami podzielić swoją Warszawą. Stolicą patchworkową. Jej elementy składowe nie będą typową układanką tego co warto zobaczyć i co znajdziecie w zalegających półki przewodników. Moja stolica to miejsce pokazujące gdzie warto iść, zjeść, co zobaczyć, gdzie się zabawić, gdzie kupować. Zapytacie co w tym nowego? Wszystko oklepane.
Moim podstawowym kryterium doboru jest nietuzinkowość, ale przede wszystkim taniość.
To powinien być przewodnik jak przeżyć w wielkim mieście w kryzysie. Chociaż podpatrując rzeczywistość wydaje się to oksymoron. Jaki kryzys? Kogo on dotyka?


Brak komentarzy:

Copyright © 2014 bite me Martha , Blogger